siedziejesie blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2009

awwarszawie

Brak komentarzy

a wwarszawie siedziejesie

oj dzieje..

właśnie zbieram się na obiad do Panny Papis i jej mężczyzny… już chyba niedługo do Pani Papis – coś tak mi podpowiada.. ale nie kraczę.

Asap leży obok i wykonuje niekontrolowane ruchy łapą… przygląda się tej łapie, patyrzy na nią i nie wie co się dzieje. Zaczyna ją podgryzać, ale łapa drgać… wstaje.. przechodzi 20 cm. Kładzie się. Łapa dalej drży.

Przed chwilą przewinęły mi się zdjęcia z wyjazdu z Nowakiem do Rzymu- miasta do którego tęsknie niezmiennie. Patrzę na te zdjęcia i nie moge uwierzyć, że sami zgotowaliśmy sobie takie piekiełko 2 letnie- przecież miała być miłosc, zakochanie, wzloty, nigdy upadki, miał być idealnym +1,  z wyzwaniami, szaleństwem… i takjak ASAP z ta łapa.. odchodziliśmy od problemów 20 cm, myśleliśmy, ze miną… a one nadal byy, drżały i straszyły. Brak magnezu= rozumu? a może wiedzy i doświaczenia życiowego. nowak – stary dziadzio powinien mnie nauczyć, jak być z druga osobą, jak być w związku, jak żyć z kimś, jak mieszkać. trochę mam o to żal? Sama się nie nauczyłam, bo mi ciężko przychodzi…

I teraz co jest?

teraz z własnym mężczyzną boję się spotykac codziennie, że się przyzwyczaję, że to za chwilę pryśnie, że to tylko sen… że bajka się powtórzy… a że nie moge zwiny zwalić na siebie, to zwalę na Nowaka- nie nauczył mnie, nie dał dobrych notatek z wiedzy o wspólnym życiu. a jak kolejny egzamin obleję? Co będzie?

Na codzień jakoś nie moge powiedzieć swoich obaw na głos – myslę, że nie powinnam, bo i po co, bo skoro jest zajebiście to nie ma co szukać i drążyć. ale gdzies te wątpliwości wylać musze… więc wylewam : BOJE SIĘ.

Związku. Zaangażowania. Przyszłości.

Może mam syndrom singla?

albo po prostu jestem już głodna i majacze? Nie wiem…

Ale najgorsze jest to, że czuję że muszę to przemysleć…

Tak jak rok temu.. tak i teraz: KATATYMIĘ mam :)

zaawansowaną! :)

I bardzo mnie to cieszy choć ponoć to prowadzi do schizofrenii?? E… jaka tam schizo… to po prostu psychiczne robienie sobie loda :)

żaglem i okrętem.

Postanowiłam stawić czoło mojej 10 kg zgrzewce cukru! Tocze bój z własną tkanką tłuszczową :).

Wymyśliłam dietę, która polega na:
- psychicznym wypieraniu, że możę być coś nie tak
- psychicznej eliminacji komórek tłuszczowych z organizmu ( myślę aby zniknęły, zmniejszyły się, wypędzam je jak złe duchy i nie traktuję własnych tkanek zbyt miło).

Póki co sukces – od niedzieli 400 g! czyli prawie pół opakowania cukru z bańki !

Jeśłi zostawię ta 10 kę… to obiecuję że napisze książkę o tej cud diecie, porzucę pracę w Agenturze i będe pisarką podręczników w stylu: czemu francuzki jedzą i nie tyją, albo dieta psychiczna – najlepsza dla Ciebie.

Mój poradnik  nie będzie taki jak wszystkie inne. Dodam tam opowieści, metafory z życia, złote myśli – tak, aby żadna kobieta go czytająca nie czuła się jak grubas, tylko… nie wiem. Chyba to nie możliwe :)

W każdym bądź razie… mam pewnie jeszcze DUUUŻO czasu na przemyślenie strategii mojej książki :)

bless

po niedzieli

1 komentarz

Po Nie Działek.

W poniedziałek :

- nie chce się działać ( po NIEDZIAŁEK)
- jest dzień po nie działaniu ( PO NIE DZIAŁEK)
- jest się na nie ( po NIE działek)
- jest po weekendzie ( PO niedziałek)

Zupełnie dziś spać nie mogłam. Oglądaliśmy nie straszny horror Lustra… ale to nie to. Coś sprawiło że zasnąć nie mogłam…

dobra. Przyznam się.

Weszłam na wagę wieczorem.

Błąd. Miałam to zrobić rano… i wtedy bym się wyspała… ale nie… musiałam to zrobić wieczorem!

I okazało się, że jakimś cudem noszę ze sobą 10 kg zgrzewkę cukru… ale gdzie ta zgrzewka? nie wiem. Nie widze. być musi, ale czemu do cholery przyczepiła się do mojego ciała?!?!!?

Nie spanie nie pomaga.

Poszłam rano na intensywny spacer psi. Zostawiłam Pana Pio w domu i sama udałam się na intensywny psi trening. nie było źle ale też nie było i rewelacyjnie.

Z innych, ale nie strasznych nowości :
- jestem w pracy
- zapisałam się na hiszpański
- dziś dzwonię do Pana od samochodów :)

miazgi 2008

Brak komentarzy

wczoraj byli my na miazgach ( nagrody magazynu PULP) w Centralnym Basenie … aka w Montowni :) CKOD grali i inni alternatywni.Andergrandowo i sympatycznie. :) Może dlatego, że Ruda, Misiek, Marta ? Powrót do nich daje mi super poczucie bezpieczeństwa… jeszcze większego niż do Pana Pio.. No i Dominiś hulajdusza był też :)

a potem 1955 – urodziny King of Kong. :) Artura8 nie słyszałam oczywiście wcale… ale muzyak była powalająca… i zabnawa do 3. Kosmos. Była Pauli i Borys, i inni znajomi … i … ehhh swojsko?

Brakowało mi takich weekendowych akcji..

a!

tym razem:
- wróciłam na własnych nogach
- miałam obydwa buty na stopach
- nie rzygałam
- byłam w pełni umysłowo świadoma

dziękuję i czekam na oklaski!

Czytam Panią Chutnik ” kieszonkowy atlas kobiet”/ trzeba jej przyznać, że słusznie przyznano jej Paszport Polityki. Ostatnio mam straszne ciśnienie na czytanie książek – może dlatego , że przez ostatnie dwa lata jedyne co czytałam to między słowami mojego chłopaka… :) O. Przepraszam, Znów bolesna ironia.

survival emocjonalny mam już za sobą – przynajmniej mam taką nadzieję i z taką mysle budze się obok Piotrka – ż to co złe już mnie doświadczyło i że w końcu dobrze być musi.  Choć gdzieś głęboko mysle, że tak jak u Szymborskiej, Bóg może mi na nastęnej karce papieru juz szykować piekło? Oby nie.

4 lutego zaczyna się nowy Chiński Rok. żegnamy Szczura – mojego patrona i witamy Bawoła. bawół to dopinanie rzeczy, które zaczęły się w chaotycznym roku szczura, zamykanie ustalen i wychodzenie na stabilną prostą – i w życiu , iw  sercu i w pracy. Do lutego więc trzeba się ustatkowac, bo potem aura na szaleństwa nie będzie sprzyjająca…

ale myślę,… że cały ten survival emocjonalny… serio mamy za sobą…

mazeltov

dziś .

jest .

Cudowny poniedziałek – dniem wczorajszym zwany… Basine naleśniczki, łóżeczko, Piotruś, lenistwo… i męczący że hej kaszel. Ten kaszel to kara – nie można mieć wszystkiego i być ultra szczęśliwym – zawsze musi być coś… więc na szczęście z nieszczęść mam tylko kaszel. Ale dziś mam plan go wykasłać i zapomnieć o nim…

ASAP gryzie łapę i udaje, że go to nie boli

Ja leżę i piszę i udaję że wiem o czym.

the trip

Brak komentarzy

W trakcie tripu zwanego w skrócie – 912 Kilometrów W Jeden Dzień….

Myślałam bardzo wiele i nad sobą i nad tym co działo się w moim życiu… przez te ostatnie 2 lata kiedy Piotrka nie było … i przez te ostatnie 4 lata, od kiedy go poznałam.

Zmieniłam się. Wydoroślałam. Nauczyłam się nowych rzeczy. Nauczyłam się jak być z drugą osobą. Jak dawać i jak kochać. Ale tylko jednej osobie.

I teraz.. to wszystko wraca jak bumerang, ze zdwojoną siłą. I miłość, i motyle w żołądku, i to niesamowite poczucie bezpieczeństwa, ten nieustający uśmiech na mojej buzi.. jego oczka uśmiechnięte… dłonie, ramiona, wszystko – nie mam miejsca na wymienienie każdego jego detalu. Tęskniłam przez 2 lata strasznie – tak, że nie mogłam sobie poradzić z tą tęsknotą – ze sobą samą i z moim życiem bez niego…

I w całej tej sielance… otworzyło mi się zamknięte dawno temu okienko. On uciekł. On uciekł kiedyś ode mnie i od nas. Od naszego uczucia. Przerosło go? Nie wiem – nigdy się tego nie dowiem, bo nie zapytam.. i chyba wiedzieć nie chce? To jego sprawa… Zamknęłam to okienko… bo nie liczyło się to dla  mnie – kochałam go bezgranicznie.

Dopiero teraz , mając go obok.. widzę jaki śmieszny był związek z Pawłem – jaki beznsensowny Klin z niego uczyniłam. Chciałam zaklinkować dziurę po Piotrku, ale nigdy by mi to nie wyszło.. bo go kocham.

Po prostu. Żałuję, że powiedziałam Pawłowi, że go kocham – może gdyby nie ta głupoa zabawa w „kocham Cię” to dawno byśmy się rozstali i dawno byłabym szczęsliwa… a tak? Każdy ma rycy na szkle…

i jeszcze coś – dziś zdałam sobie sprawę… że chcę z Piotrkiem być. Bezwarunkowo.

A w Krakowie… w hotelu – jak zawsze- miło i sterylnie… nie mogę doczekać się poranka – mam super okno w ktorym zawsze rano świeci słońce.. zawsze… :)

Kraków

Brak komentarzy

przejechałam dziś 912 Km – z Ogrodowej, przez częstochowe, opole, wrocław, do jeleniej… a potem Katowice i Kraków!

Padam na twarz. dotarłam do mojego ukochanego hotelu w krakowie- aparthotel mały kraków, odbyłam rozmowę z pijanym ukochanym :) i idę spać.

Mam kilka interesujących rzeczy,a le to muszę się wykąpać.. i napiszę…

ps. jutro jadę znów do Katowic a potem do Piotrka – zamieniłam Warszawę na niego :)


  • RSS