siedziejesie blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2009

Wracałam dziś samochodem z miasta oddalonego o kilometrów 120 od Warszawy, w którym znajdują się zakłady Azotowe, niedaleko Lublina. Z Puław. Wracałam za szybko. Mój wspaniały mężczyzna zamienił się w upłynniacza ruchu samochodowego i wykorzystywał całe to swoje GTI z samochodu – czegokolwiek ten skrót jest rozwinięciem musi oznaczać:  Rozwija Ekstremalne Prędkości. Ekstremalne dla mnie i dla mojego nikłego zaufania dla Polskich dróg, Polskich kierowców, dla budowniczych samochodów i dla montażystów poduszek powietrznych. Jedyne zaufanie jakie posiadałam to do Mojego Mężczyzny – aka Upłynniacza. Nie chcąc zwracać mu uwagi, że rozwinięta przez niego prędkość wprawia mnie w strach i pocą mi się ręce …siedziałam na przednim fotelu cicho. I ta historia mogłaby mieć takie znaczenie :  kobieta się boi, facet ma szybki samochód, przedłużenie penisa( kolor auta: red!), chciał przyszpanować, pokazać niuni jaki to on jest i co to on może. Ta historia mogłaby mieć takie znaczenie gdyby nie follow up. A Follow up był taki, że siedząc na tym przednim fotelu, wracając z Azotowego Miasta … strzeliłam focha. Najzwyklejszego focha do okna. Z : „ Nie odzywaj się”, „ To nie jest dobry moment”, „ Nie chcę rozmawiać, daj mi chwilę”. Z podgłaśnianiem muzyki… Więc obraziłam się. W zasadzie na nic wielkiego – na bzdet, na pierdół, na nic…  I co? Nie dane mi było obrażać się długo, kontynuować mojego focha i ostentacyjnie odwracać głowę do okna i udawać, że mnie nie ma, i że chętnie chciałabym wysiąść. Nie. Nie było mi dane. Dany mi był stres.  Lęk i spocone ręce.

 

Oczywiście mój ukochany po jakimś czasie się odezwał i musiałam powiedzieć, że nie mam focha, tylko mam stracha i to gigantycznego. Więc zwolnił. Więc w spokoju – jak Pan Bóg przykazał wróciliśmy do domu, każdy do innego laptopa coś tam klika i sobie robi… i skłoniło mnie to do takiego krótkiego przemyślenia. Gdyby potoczyło się wszystko inaczej? Gdyby on nie jechał tak szybko? A ja bym była obrażona? Rozpatrywałabym tę sytuację wpatrzona w dal, odwrócona w prawą stronę OSTENTACYJNIE ( oczywiście) i nie raczyłabym się odezwać. Mój ukochany by się odezwał a ja bym powiedziała, że nie mam ochoty i dalej rozpatrywałabym tę sytuację. Dojechalibyśmy do domu i powiedziałabym, żeby jechał teraz do siebie a wieczorem się zdzwonimy. Ale nie zadzwoniłabym ani nie odebrałabym. Udałabym, że śpię i zadzwoniłabym rano- po tym jakby mi minęło . Po rozmyślaniu całym. I do środy nosiłabym na ramionach niesmak sytuacji.

Więc … dziękuję Ci ukochany, za to, że masz GTI, że nie przestrzegasz Kodeksu o Ruchu Drogowym, że jesteś Upłynniaczem dróg. Dziękuję za to, że naciskając nogę na gaz przyśpieszyłeś big wydarzeń  i nie musieliśmy się dalej kłócić i obrażać.  Dziękuję.

 

Ale też proszę otwarcie : nie kupuj Subaru.  Subaru ograniczy moje pole do obrażania się i do ekspresyjnego wyrażania moich emocji  postaci złości. Dziękuję.

Pierwszy dzień wolnego. Ale nie urlopu – tylko „Ala” chorobowego. „Ala”, bo odkąd zgodziliśmy się na to, ze mamy firmowe komórki, blueconnecty, laptopy – zgodziliśmy się na brak urlopu, na brak chorobowego, na niemożność pójścia na pogrzeb, na ślub… Odkąd zgodziliśmy się na notoryczne i bezustanne połączenie z naszymi Centralami, Szefami, Szefowymi, Sekretarkami i Asystentkami przestaliśmy posiadać prawo do posiadania czasu poza firmą. W wieku 22 lat firmowy telefon i laptop – o Internecie bezprzewodowym nie wspomnę! – był szczytem moich marzeń i statusem biznesowym o jakim mogłam tylko zamarzyć. Kilka lat później zastanawiam co zrobić ,a by uszkodzić, zepsuć, zniszczyć, rozładować i zrobić tak aby być zawsze poza zasięgiem. Ale poza zasięgiem być się nie da. Mogę przejeżdżać najdroższym tunelem w europie Wschodniej ( czyt. W warszawie) przez 3 minuty, gdzie zasięgu nie ma – ale nie mogę tam utknąć na wieki. Ba! Utknięcie w tym tunelu to jeden z moich największych samochodowych koszmarów – zaraz widzę przed oczyma te wszystkie katastroficzne filmy, gdzie w tunelu coś wybucha, coś się zalewa… nie nie… nie chcę być poza zasięgiem  w Tunelu dłużej niż to konieczne do przejechania go.

Drugi dzień mojego „urlopu” chorobowego trwał do godziny 18, do kiedy nie zdecydowałam się na odłączenie od sieci, na „rozładowanie „ komórki i na totalne spuszczenie l…. na pracę.  W maglinie oraczowo – żołądkowej, która wg mnie jest psychosomatyczna i jest niczym innym jak wstrętem do mojej pracy – mam przemyślenia. Przemyślenia nie byle jakie – bo myślę, kim jestem, do czego doszłam, co chciałabym, co ja robię, co ja tu robię, co robi mój pies, po co robię to co robię etc etc. Standardowe przemyślenia osoby zmęczonej psychicznie wykonywanym zawodem i trudami młodzieńczego życie. Bohaterki SAT twierdzą, ze życie zaczyna się po 30 – stce więc jestem na przedbiegach i … NA BOGA! Nie chcę iść dalej! Po raz pierwszy od czasu w którym zajęłam się „pracą zawodową” nie chcę osiągać dalej nic. Marzy mi się wychowywanie dzieci, chodzenie na jogę przed obiadem, nauka gotowania, język hiszpański, robienie makatek, chodzenie po wystawach, muzeach i instytucjach szerzących dogłębnie i dożylnie kulturę ( w Polsce kulturę trzeba szerzyć przez welflon – inaczej się na pewno nie da). Wstawałabym rano w moim pięknym, jasnym mieszkaniu, w apartamentowcu gdzieś na Mokotowie, albo na bliskiej woli… odsłaniałabym żaluzje, budziłabym ukochanego świeżym pocałunkiem ( bo zanim bym go obudziła zdążyłabym umyć zęby). Potem poszłabym mu zrobić poranną kawę, do tego tosty, albo muesli … poszłabym go obudzić drugi raz, bo pewnie jeszcze by drzemał. Słodko obudzony przeszedł by ze mną do kuchni, gdzie w słoneczny poranek zjedlibyśmy razem śniadanie. On lekko zaspany i mało rozmowny , ja – już świergocąca z rana. Po śniadaniu odprowadziłabym po przepięknej drewnianej podłodze, ukochanego do naszej łazienki. Łazienka miałabym parkiet na podłodze- ciemny oczywiście i byłaby bardzo ascetyczna, ale zarazem ciepła w wystroju. Ukochany nie poszedł by do wanny – bo śpiesz się do pracy. Wybrałby prysznic. Podczas jego kąpieli ja posprzątałabym po śniadaniu i zaczęłabym prasować jego koszulę. Zanim położyłabym ją na desce powąchałabym ją i wtuliła się – przecież tak kocham jego zapach. Pomyślałabym, że cały dzień będę za nim tęsknić. Uprasowana koszula zawisłaby na wieszaku obok garnituru. Mój ukochany – wykąpany i świeży, w ręczniku przebywałby drogę z łazienki do sypialni, a ja bym go wpół tej drogi zaskoczyła i zaczęła całować. On odwzajemniłby moje uczucie, ale delikatnie dałby do zrozumienia, ze już czas i że musi się spieszyć. Ja bym to zrozumiała i uśmiechnęłabym się i pocałowałabym go w nos – który tak bardzo Kocham i za którym cały dzień będę tęsknić. Ukochany by się ubierał a ja na spokojnie  przeglądałabym swój kalendarz: za chwilę mnie czeka spacer z psem, następnie manikiur ( ale chyba też musiałabym zrobić pedicure… hmmm)  i joga. Po jodze spotkanei z przyjaciółką i kolejny spacer z psem. Szybkie zakupy świeżych warzyw, owoców i mięsa na bazarze i pędem na lekcje hiszpańskiego. Si seńora, comprendo! Po hiszpańskim byłabym lekko spóźniona na  spotkanie z ukochanym i wspólny spacer z psem przed kolacją. Po spacerze w pięknym parku – byłobo Ciepło – założyłabym zwiewną sukienkę i japonki – kolacja – ale lekka, bo czeka nas otwarcie wystawy znanej artystki. Wieczór- w galerii gdzieś na Pradze, artystyczny tłumek, wino,  przekąski i do tego przepiękne obrazy. Zachwycałabym się nimi cały wieczór. Mój ukochany szepnąłby mi, że ten jeden, ten który mi się najbardziej podoba, kupi mi i zrobi wszystko by był pojutrze u nas w domu. Rzuciłabym mu się na szyję i zaczęła całować. Wybieglibyśmy szybko z galerii i pojechali do domu. Ja bym prowadziła – bo nie piję. Teraz moja kolej nie picia alkoholu i prowadzenia – on przecież ciężko pracuje. W domu – czekałby uradowany pies… chwilę Ukochany by się z nim pobawił, ale potem byłby już tylko mój… Zaciągnęłabym do naszego niewiarygodnie wielkiego łóżka i zaczęła namiętnie całować… od karku, przed klatkę , w dół… uprawialibyśmy  niewiarygodny seks, taki, po którym kładziesz się obok drugiej osoby i myślisz: wow. To się stało? Zasnęłibyśmy wtuleni w siebie. A w nogach spałby pies…  następnego dnia wstawałabym rano w moim pięknym, jasnym mieszkaniu, w apartamentowcu gdzieś na Mokotowie, albo na bliskiej woli… odsłaniałabym żaluzje, budziłabym ukochanego świeżym pocałunkiem ( bo zanim bym go obudziła zdążyłabym umyć zęby). Potem poszłabym mu zrobić poranną kawę, do tego tosty, albo muesli … poszłabym go obudzić drugi raz, bo pewnie jeszcze by drzemał. Słodko obudzony przeszedł by ze mną do kuchni…

Oby mnie tylko nie dopadła grawitacja zanim zacznę robić cokolwiek…

Ups. Już mnie dopadła.

amen

Nie było bajki o chorej kocicy… więc chory kotek jestem ja.

Choroba trwa dwa dni: objawia się bólem brzucha, drgawkami, zimnem notorycznym i temperaturą. Fajnie nie jest. Ale daję radę.

w tak zwanym  między czasie pojechałam do Ginekologa i oto zarys śmiesznej historii, która mi się tam właśnie przydażyła:

Ja: panie doktorze czy ja mogę się zważyć
Doktor C : ależ proszę…


Ja: Panie doktorze! Waga jest zepsuta
Doktor C: Ależ nie… nie… Przytyło się co? hehehe… No tak bywa… trzeba zaakceptować i zmienić tryb życia
Ja: No nie.. Panie doktorze… serio się zepsuła
Doktor C: hehehe no tak, tak, zawsze się psuje jak pokazuje wynik.. hehehe
Ja: No to niech Pan doktor się zwazy
Doktor C: Nie, no alez absurd. przejdźmy do badania!
Ja: Panie doktorze… ( uśmiech!! – ten rozbrajający)
Doktor C: No dobrze

( wchdozi na wagę… po chwili schodzi..)

Doktor C: Wie Pani co? Chyba naprawdę się zepsuła…
Ja: hahaha! Przytyło się?
Doktor C: Nie, now  ta w domu mi działa… a zresztą… badajmy się.

:)

Bardzo mi się ta historia podobała – doktor C jest śmiesnzym ginrkologem :) i bardzo bardzo go polubiłam.

Pani pobrała mi też hektolitry krwi :)

i ciekawe co mi wyjdzie

to taka zagadka troszkę :)

ciekawie… ciekawie…

Troche ten wpis jest bez sensu ale chodziło mi tylko o anegdotkę… :)

i weekend taki był – leniwy, powolny, w pozycji bardziej leżącej niż stojąco – chodzącej… ospały, ciepły, przytulaśny… taki weekend z resetem czilowym w tle – brakowało mi tego bardzo a nawet bardziej niż bardzo…

Ale nie można tak zbyt często bo błędnik szaleje i człowiek odleżyn dostaje.

Tak szczerze to piszę troszkę z pszymusu bo nic się nie dzieje ciekawego

wiec moze skoncze.

to zaczyna się weekend…

dziś/ jutro odbieram samochód z warsztatu – czyt. powrót nóg :) rąk i innych – chociaż mam nadzieję, że jednak jutro, bo tydzień nie jeździłąm a dziś ślisko… a ja jestem trochę ciota jak nie jeżdżę długo ( długo? :) ) …

i tak o powoli ? :)

jutro walentyny imieniny…. wyciągam się sama na cmentarz – w końcu imieniny prababci…

A dziś ..dość lazy… nie robię w zasadzie nic konstruktywnego… coś tam sobie dłubię, bez przekonania…. piątek :)

czil day!

apartament.

jedyny i niezniszczalnie najpiękniejszy film w miłości

2 dni w prayżu

jedyny, niezastąpiony, najbardziej dokumentalny ze wszystkich fabuł świata

I tak myślę… że mogłabym

że ie wiem co bym mogła. Myśl mi uciekła.

w kwietniu jedziemy z ASAPem do włoch :) samochodem… po raz pierwszy… to będzie jefgo pierwsza wizyta zagranicą :)

doczekać się nie mogę… 12 kwietnia startujemy :)

nie ma zniżek ani refundacji środków antykoncepcyjnych, dziwnych maści plemnikobójczych, prezerwatyw, krążków dopochowych, spiral etc

nie ma zniżek ani refundacji na leki dla chorych na AIDS

nie ma zniżek ani refundacji ( nie ma nawet możliwości) aborcji

nie ma zniżek ani refundacji na edukację dzieci ani samych siebie

nie ma zniżek ani refundacji na prawo jazdy dla młodych kierowców

nie ma zniżek ani refundacji na zakup AC i OC dla młodych kierowców

Dominik położył mi na stole prezerwatywę. Bo ponoć wziął jakąs z szuflady ( nie wiem skąd się tam wzięła… rili). I to skłoniło mnie do tej prostej refleksji nt. braku refundacji i zniżek…

[a jeśli chodzi o ten samochód.. to tak., jestem wściekła.. jako MŁODY kierowca AC za mój NOWY samochód wyniesie mnie 11 tys NETTO + 3 tys OC ( zważywszy, ze wartośc samochodu to ok 37 tys ). I tak - jestem wściekła.]

ps. jak wygląda krążek dopochwowy?
Nikt mnie nigdy nie edukowął w tej kwestii a przecież … jestem już trochę zastara na inicjację seksualną i czytanie broszur o antykoncepcji AGAIN ?:)

mazeltov

modest mouse… the good times are killing me

hell yeah

mam jakieś wnioski na ten temat…

ale nie umiem się teraz skupić i opisać ich


  • RSS