siedziejesie blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2009

zakończenie

2 komentarzy

Filmy z tymi samymi zakończeniami… zawsze do ostatniego momentu licze, że coś się wydarzy… nie wydarzy się coś czego nie chcę… Ogladam Plac Zbawiciela… jak Pani własnie daje dzieciom swoim dawke jakiegoś leku… i w cudowny sposób zamarzną na końcu i bedzie po problemie. Cudowne rozwiązanie wszelkich problemów – łyknąć coś, umrzeć, zapomnieć? Plac Zbawiciela jakkolwiek genialnym filmem jest… ni emogę… nie mogę patrzec na to – i ten scyzoryk jak sobie Pani żyły podcina… Ale Pani przeżyła… i ufffff… dzieci też w końcu żyją … z Tatusiem. Malina.

A teraz reni Jusis : a mogło być tak pięknie… tak pięknie przecież mogło być…

i po płaczu. ludzie idą, życie toczy się dalej. Nie widzimy, nie patrzymy, nie przejmujemy się… idziemy przed siebie niszcząc to co małe i zapominając ratować to co wielkie.

Piotrka nie ma. jestem sama z tymi wspaniałymi zasobami wina, które w ramach kontrabandy przewieźliśmy z zagranicy… Wino czeka i leżakuje na powrót Pana domu. Boje się zasnąc sama – tak bardzo przyzwyczaiłam się do jego bliskości i miłośći wszechobecnej.  Skończyłam stare hiszpańskie winko z Poznańskiego Spotu, no oszukuje- nie skończyłam – wypiłam jeden kieliszek.  Pozostaję w trzeźwości umysłu i samotności. Asap śpi obok i udaje że nic sie nie dzieje- oszukaniec… zaraz idziemy na spacer zobaczyć które drzewa jeszcze nie obsikane i które warto obsikać, bo przecież obsikiwać regularnie trzeba!

Jutro do pracy. Po co? po regularny przychód na konto i udział w budowaniu drabiny kariery która przecież tak dobrze jest posiadać… fak

i straszno i śmiesznie

czyli Toskania tam i wtedy. Wróciliśmy. Wyjechaliśy nagle, szybko, nie planowanie, choć z zaplanowanym urlopem. 9 dni spokoju. 9 dni bez roamingu firmowego. 9 dni po 39 stopni w dzień i 30 w nocy. Cisza, spokój, cykady, baseny, wino, toskańskie jedzenie. Villa a sesta to miejscowośc w której się zatrzymaliśmy, ok 7 km za miejscowościa castelnuovo berardenga, równo 17 km od sienny. Wzgórza winorośli. Gaje Oliwne. Dom na wzgórzu z widokiem na basen i … na dolinę pełną winorośli.  Pięknie. Bajkowo. Codziennie, w domu obok przerobionego na restaurację ala carte, Paola przygotowywała przepyszne toskańskie jedzenie… pomimo tego że ni w ząb po angielsku nikt prócz Paoli i jej córki nie mówił… wino i jedzenie pomagało w komunikacji. tutto bene. niedaleko opodal nas, znajdował się budynek- mekka – a w  nim wielkie ilość wina, zabeczkowane, bulgocące, pachnące , 60 letnie i to całkiem młode, 2-3…  marzenie. Sienna, Firenze, Lucca, Pisa , miejscowości okoliczne… no i Maranello – gdzie moje kochanie zwiedziło muzeum ferrari- notabene- bez rewelacji – 6 samochodów ( pięna california i ukochana testa rossa Piotrka) i z 14 bolidów… drogie gadżety… nic ciekawego… przynajmniej dla mnie… te miasta, te zapachy, ta kawa i pizza i makaron i ludzie… ta ciepłota, ta pieprzona sjesta i te pieprzone leniwe włochy… tęsknię. od niedzieli, od 4 rano w Poslce… od soboty , ok 20 km od granicy z austrią, zaraz za udine – ziomb, burza… i te pieprzone 16-18-19-20 stopni. Marznę. we Włoszech 0 ghorąc i dusznota, ale ciepło… siedze w jeansach i bluzie i jadę do lekarzy… na wybielanie plam po opalaniu :) Bosko!

Cieszę się że jestem… i nie cieszę… bo? Bo zimno… bo praca, bo przeprowadzka…  a… no i Piotrka nie ma – wyjechał na 3 tygodnie do Leżajska…  więc z Asapem sami rzadzimy… uciekam.

a teraz zajmę sie holgowaniem, holgografią… i tyle. koniec.

w dniu dzisiejszym odbiło się tak: nie piję. do czasu aż zmądrzeję

nic nie mogę skomentować. Bo się upiłam i każda kłótnia jest wskazana w tym momencie.

No life

Brak komentarzy

Jestem robotem zapierdalam w sobotę..

Praca i praca i praca.. usunięty drastycznie zarzad wywarł drastyczny wpływ na moje ciche i spokojne życie… podniósł adrenaline, spowodował ostre zawirowania… ale już ok. Tylko poziom adrenaliny jeszcze mi nie opadł.

Piotrek aka zaciążacz niby ułatwia, ale ja sobie ułątwić sama nie daje… stresuję się i nakręcam negatywnie jak zawsze…

napiłabym się. upiłabym się. upaliłabym się. Cokolwiek… oby tylko daleko stąd.

za tydzień w piątek wyjeżdżamy do domu w Toskanii.. prywatny basen, zachodzące słońce, winnica nieopodal, małe miasteczko… cisza, spokój..marzą mi się jeszcze cykady… ale nie wiem czy w Toskanii są cykady? hmmm… Mamy odwiedzić muzeum Ferrari (bez komentarza), Pize – butowy zawrót głowy! i robić nic… i się delektować…

dzisiejszy plan na spa: pedi i mani na ogrodowej ..ufff!

a! i w końcu mieszkanie prawie kupione, więc przeprowadzka coraz bliżej :) i pięknie bo nowe miejsce i strasznie bo nowe miejsce… co ja biedna pcoznę w nowych murach, bez starej szarości smutnych ludzi i mroku klatek schodowych? bez dozorczyń krzyczących i sprzątających? ale trochę się doczekać nie mogę… choć będę tęsknić za ogrodową… ale tam nam będzie pewnie o niebo fajniej


  • RSS