Jeśli miałabym wybrac któryś z przedmiotów w liceum/ na studiach, miała możlwiosć go przerobić i nauczyć się czegoś nowego.. to wybrałabym historię sztuki i dodałabym do niej historię kultury. Nie ma takiego przedmiotu, nie ma takich nauczycieli. Uczy nas życie, to co nas otacza, ludzie którymi się otaczamy, sytuacje które przeżywamy i te które nas omijają…

I leże w łóżku  z ostrym zapaleniem pęcherza ( nie ma co się oszukiwać – obok na laptopie lecę friendsi…) i  myślę o tym jak smakuje swoje życie, czy je celebruję? czy myślę o smaczkach i smaczków szukam?

Odpowiedź mnie zawodzi jak zawsze – niestety nie. Nie smakuję, nie szukam. Nie poświęcam czasu na sztukę dobrego życia. Ubieram w słowa i czyny to co myślę, moje poglądy i reakcje, ale nie doszukuję się smaczkó, pikanterii, małych radości. A szkoda, bo one wiele dają, jak to mówi piotrek- to są rzeczy które nam ROBIĄ…

I dziś, sikając i sycząc z bólu, z tym pęcherzem, pomyślałam, że właśnie czas na sztukę życia, na to aby patrzeć, rozglądać się i smakować… ciekawe czemu takei refleksje przychodzą do mnie w momencie kiedy leże nieruchomo a jedynym miejscem, które staram się dowiedzać co 15 minut jest kibelek… :) ironia.

A. I widziałam się dziś z Rudą. Porozmawiałyśmy, zjadłyśy sałatkę… i obiecałyśmy że regularnei spotykać się będziemy, gdyż odległość międyz rpaca jednej i drugiej wynosi dokładnie 17 minut. I to zamierzam zrobić. Szkoda, że nie ma Agi i nie mam możlwiości z nią się tak umawiać… ale jak wróci w WAKSY… będę :D