Nie zdarza mi się czesto opisywać swoich chorób i bolaczek. Myślę, że skoro raz to zrobię – świat się nie zawali.

Mam zapalenie pęcherza. Bolesne i KRWISTE. Prócz tego zagłębiać się więcej nie będę w szczegóły. Sympatycznie nie jest. Jest bolaco, szczypiąco i mało sympatycznie… nie należę do osób bardzo szczęsliwych w tym momencie. Dodatkowo dochodzi do tego ból spowodowany tym, że jestem w domu i że boli i że mi się nic a nic nie klei! nawet pisanie!

Oglądam dalej w międzyczasie friendsów i mam jeden wniosek: paczka znajomych, którzy się między sobą bzykają, zaręczają, mają dzieci ze sobą wzajemnie. Banda hedonistów… nie wiem czemu to oglądam – sprytni scenarzyści mnie wkręcili w film. Ale dążę do zmiany na Entourage… ale… nie. Jutro pójdę do pracy. Już nie będę miała nad czym się uzewnętrzniać…

A! dziś miałam też pobieranie krwi… przez kilka dobrych godzin.. pobranie – pigułka- godzina – pobranie – pigułka… faken! I ta pieprzona prolaktyna! niby hormon, który sie wydziela pod wpływem stresu.. a stres z pracy i życia… ale jak w tym stresie znaleźć 3 h na to aby pobrać krew!!!!!!!!! JAK PYTAM??

jeśli jestem zestresowana, zapracowana… to jak do cholery .. jak i dlaczego nikt nie wymyślił szybszego czasu na zmierzenie pieprzonej prolaktyny!!

a… zresztą… dziś jestem rozżalona.

Bardzo. I smutna. bardzo.

Może mi się okres zbliża i nie muszę obsikiwać żadnego testu?

Bardzo bym chciała…